﻿<title_newspaper=”Trybuna Ludu”> 
<title_article=”Druga młodość biblioteki”> 
<author_1=”Z. Kwiecińska”>
<author_2=””> 
<language=”pl”> 
<style=”press”>
<year="1954">
<month="7">
<date=”1954-07-25”>
<period=”d”>
<status=”1_obieg”>
„Gdy zgasł zasłużony badacz życia umysłowego, Hieronim Łopaciński, znalazło się grono osób, które postanowiły nie dopuścić, ażeby zmarnowała się biblioteka zmarłego a nawet zrobić ją zawiązkiem biblioteki publicznej... Utworzył się więc komitet... Komitet wystarał się o pozwolenie rządu i wezwał do składek publiczność...” 
Podpisany — Bolesław Prus.
Takie były początki. A dalsze losy biblioteki? Podobne były do losów większości placówek kulturalnych nie przynoszących przedsiębiorcy bezpośrednich zysków. Istniał komitet, który nawet przy maksimum dobrej woli niewiele mógł zrobić nie posiadając odpowiednich środków materialnych, nie mając znikąd poparcia. I oto zaczynają się apele, prośby o datki, o jałmużnę, upokarzające odwoływanie się do serc i sumień tych, których sprawy kultury obchodziły tyle co zeszłoroczny śnieg.
 W jednej za lubelskich gazet z grudnia 1919 roku czytamy taki rozpaczliwy apel: 
„...Jedna z najpoważniejszych w Polsce placówek oświatowo - naukowych, prawdziwa duma i chluba kulturalnego Lublina, biblioteka im. Łopacińskiego stoi w przededniu zniszczenia i zamknięcia... ...Tow. biblioteki im. Łopacińskiego nie posiada żadnych większych funduszów... Zarząd biblioteki... na próżno kołacze do Min. Ośw. i do Magistratu im. Lublina”. 
I tak było przez cały niesławny okres dwudziestolecia. W oddzielnej teczce znajdują się dokumenty — podania do różnych instytucji z prośbą o wsparcie. Instytucje te prawie z reguły odpowiadały odmownie. Lubelska Kasa Przemysłowców formalnie nie odmówiła — znajdujemy wśród innych pismo, w którym wspomniana kasa zawiadamia zarząd biblioteki, że ofiarowuje mu... 50 zł (słownie — pięćdziesiąt złotych).
Nie mogła biblioteka ani rozrastać się, ani jak usiłował zasugerować to Prus — stać się biblioteką publiczną. W ciasnej czytelni uczyła się młodzież szkolna przed egzaminami, czasem zajrzał ktoś z nauczycielstwa szukając potrzebnych mu materiałów, czasem jakiś zapalony szperacz wczytywał się w starodruki. Jednak bezcenne zbiory biblioteki, rękopisy (największy bodaj zbiór rękopisów Ściegiennego), białe kruki, pozostawały w większości niewykorzystane.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
